sobota, 1 lipca 2017

Czy jesteś mądrzejszy od maturzysty? Rozwiązuję maturę z WOS poziom rozszerzony.

Prawie 25,5 tys. absolwentów liceów i techników podeszło w tym roku do rozszerzonej matury z Wiedzy o Społeczeństwie. Tylko 13 proc. z nich przekroczyło próg 50 proc. Średni wynik to 26 proc. a mediana - 22 proc. Oczywiście zaraz podniosło się wiele głosów jacy to młodzi maturzyści niedouczeni i nic nie wiedzą o świecie. Powszechnie panuje jeszcze opinia, że WOS można zdać oglądając programy informacyjne w TV (już rzadko), czytając gazety (jeszcze rzadziej), czy przeglądając internet (zdecydowanie częściej). Czy jednak tak niska zdawalność to wina uczniów, czy bardziej poziomu trudności egzaminu (ewentualnie poziomu nauczania w polskich szkołach)? Postanowiłem sprawdzić to sam i pomimo, iż swoją maturę zdałem już 10 lat temu, jeszcze raz zmierzyć się z zadaniami maturalnymi. Mam o tyle łatwiej, że w między czasie udało mi się skończyć studia prawnicze, aplikację radcowską i zdać egzamin zawodowy. Postaram się więc spojrzeć na wszystko również z perspektywy maturzysty, bo wiadomo, że przez lata trochę wiedzy podłapałem. Z drugiej jednak strony część zadań wymagała systematycznej nauki, w krótkim okresie przed egzaminem, a ja niekoniecznie siedziałem na bieżąco w niektórych tematach. Dość gadania, zaczynam! Gdyby ktoś również chciał się sprawdzić tutaj jest arkusz: http://p.iplsc.com/-/0006KLZEXTEIDESV.pdf a tutaj klucz odpowiedzi z CKE: https://www.cke.edu.pl/images/_EGZAMIN_MATURALNY_OD_2015/Arkusze_egzaminacyjne/2017/formula_od_2015/zasady_oceniania/MWO-R1-N.pdf

Pierwsze zadanie i od razu trzeba zmierzyć się z jakąś definicją, a klepanie naukowych formułek nie jest specjalnie pasjonujące. Odrzucam odpowiedź A, bo zwyczajnie nie pamiętam znaczenia słowa "anomia", odrzucam C, bo zdecydowanie nie jest to konformizm. Z pozostałych dwóch odpowiedzi wybieram D, bo wydaje mi się, że lepiej pasuje do definicji. Niestety już na pierwszym zadaniu się wykładam, bo poprawna jest odpowiedź B. Dostaję gonga już na samym początku i trzeba będzie się postarać bardziej w dalszej części :)



Społeczna, pierwszy punkt na moim koncie :)


Chwila skupienia, bo trzeba przeczytać tekst o homo sovieticus i artykuł o bezrobotnych...


3.1. Koncepcja nie jest adekwatna, bo ci ludzie pomimo swojej sytuacji wykazują aktywność, nie pozostają bierni. Punkt dla mnie.
3.2. 1. fałsz, 2. fałsz, 3. fałsz. Według formularza CKE w moim rozwiązaniu jest błąd, bo w 1 jest prawda (tak myślałem, że 3xfałsz wygląda zbyt podejrzanie). Nie zgadzam się z takim kluczem, ponieważ pytanie dotyczy o umiejętności typowe dla społeczności zbieracko-łowieckich. W ostatnim zdaniu, pierwszego akapitu tekstu nr 2 jest fragment "Je się przede wszystkim to, co uda się wyhodować.". O ile wiem hodowla zwierząt, uprawa rośłin to typowa cecha społeczeństwa rolniczego, a nie zbieracko-łowieckiego. Przyjmuję, że po odwołaniu do CKE otrzymuję 1 punkt za to zadanie, no chyba, że ktoś mi racjonalnie wyjaśni, że mi się nie należy. 


4.1. Łemkowie, jeden punkt. Jednak w ramach Akcji Wisła byli wysiedlani przede wszystkim Ukraińcy, a także Bojkowie i Dolinianie. W kluczu są jedynie Łemkowie, jeżeli faktycznie tylko za nich dostaje się punkt to jest to spory błąd, bo właściwie na jakiej podstawie maturzysta ma domyślić się odpowiedzi? Chyba CKE nie sądzi, że ktoś po napisie na tablicy rozróżni język łemkowski(rusiński) od ukraińskiego.


4.2. Naruszenie prawa własności, wolności osobistej, zakaz dyskryminacji i kilku innych praw i wolności. Raczej dość proste zadanie, 1 punkt.


Przepisy dotyczą Karty Polaka, nie oznacza ona nadania obywatelstwa polskiego. Repatriacja dotyczy obywateli polskich, którzy z różnych przyczyn musieli opuścić kraj. Mniej więcej tak jest w kluczu CKE, 1 punkt.


1. fałsz, 2. fałsz, 3. prawda. Niestety 0 punktów, bo w 3 pytaniu poprawna odpowiedź to fałsz. Nabrałem się na dość typową pułapkę.I cannot into procenty, trochę wstyd. Drugie pytanie proste, ale trzeba być czujnym, w 2012 r. nastąpił wzrost, więc o pomyłkę w warunkach stresu było całkiem nietrudno.


Problemem jest nepotyzm, 1 punkt.


Chodziło o konserwatyzm, niestety jak już wspomniałem nie mam specjalnie głowy do definicji.
0 punktów.


9.1. Silna pozycja prezydenta wskazuje na Francję i taka też jest poprawna odpowiedź. Tak jak z Łemkami trzeba jednak mimo wszystko strzelać w oparciu o jakieś przesłanki, bo chyba CKE nie wymaga od maturzystów znajomości tekstu konstytucji francuskiej? Ciekawe ile osób zasugerowało się źródłem i wskazało Polskę :) Jeden punkt.


9.2. Zbytni pośpiech i przywiązanie do dość często powtarzanej teorii o "systemie prezydenckim" we Francji sprawia, że zaznaczam odpowiedź D. Poprawna odpowiedź to A. Jestem na siebie zły, bo na podstawie fragmentu tekstu można było wpaść na właściwy trop. Zero punktów.
9.3. 1. prawda, 2. fałsz, 3. fałsz. Wszystko poprawnie. A więc jak się chce uważnie i w skupieniu przeczytać tekst to można. 1 punkt.


Trzeba było wskazać Koreę Północną i napisać nazwę reżimu (totalitarny). Zbieramy 2 punkty i jedziemy dalej.



Kolejna chwila skupienia, do przeczytania fragment pewnej konstytucji...


11.1. Kolejne zadanie ABCD gdzie trzeba będzie zastosować metodę eliminacji, bo niestety nie znam na pamięć treści wszystkich starych konstytucji. W dodatku CKE było cwane i usunęło rok ze źródła;p Odpowiedź A odpada, bo małą konstytucja miała charakter tymczasowy, odpowiedź C odpada, bo tam prezydent był prawie zaraz po Bogu (odpowiedzialny jedynie przed Bogiem i historią), natomiast konstytucja lipcowa z 1952 r. w ogóle nie przewidywała instytucji prezydenta. Poprawna odpowiedź B - konstytucja marcowa, 1 punkt.

11.2. Mandat wolny, 1 punkt.

11.3. Pozycja prezydenta była wówczas mniej znacząca niż dzisiaj, bo nie miał prawa weta, ponadto nie był wybierany w wyborach powszechnych tylko przez Zgromadzenie Narodowe. 1 punkt

Podsumowując, całkiem przyjemne zadanie :)


Zadanie 12.1. Tutaj na podstawie mapek z wyborów z 2011 i 2015 roku z zaznaczonymi okręgami wyborczymi trzeba było rozstrzygnąć, czy dotyczą one wyborów do Sejmu. Odpowiedź to nie, ale trzeba podać jeszcze dwa argumenty. Pierwszy to taki, że te okręgi są jednomandatowe, a do Sejmu są wielomandatowe. Niestety chociaż bardzo wysilałem mózgownicę to nie byłem w stanie za cholerę wymyślić drugiego argumentu. W kluczu jest podane, że chodziło o to, aby napisać o tym, że tych wielomandatowych okręgów jest mniej. Nie wpadłem na kurs myślowy drogiej CKE i pomimo znajomości tematu dostaję tylko 1 punkt zamiast 2.

Zadanie 12.2 Dodatkowo na mapie wyborów z 2015 r. trzeba wskazać dwa województwa gdzie wygrywała wyłącznie PO. To oczywiście województwa lubuskie i zachodniopomorskie. 1 punkt.


Inicjatywa nie jest zgodna z Konstytucją, gdyż dotyczy kwestii wymagających zmiany Konstytucji, a ta określa podmioty uprawnione do przedłożenia projektu takiej zmiany. 1 punkt


Większość bezwzględna została osiągnięta, więcej głosów za niż przeciw i wstrzymujących się. Rodzaje większości z tego co pamiętam były dość dokładnie omawiane na WOS, więc maturzyści nie powinni mieć z tym problemu. 1 punkt


Zaznaczyłem A5, B3, C2, D1. Pomyliłem się jedynie przy wojewodzie, którego dotyczy przepis 4, a nie 5 (rozwiązać organ samorządu terytorialnego może Sejm). Przez to mam tylko 1 punkt zamiast 2. Ogólnie zadanie dość trudne, spokojnie mogłoby się pojawić na egzaminie z prawa konstytucyjnego na studiach prawniczych i sporo osób miałoby z nim problem.


Pytanie, na którym każdy prawnik powinien zarobić pewne 3 punkty. Okazuje się jednak, że nie każdy. Sąd A to oczywiście Sąd Najwyższy, sąd B to Sąd Apelacyjny, środek odwoławczy C to apelacja, nadzwyczajny środek zaskarżenia D to kasacja. Do tej pory wszystko dobrze. W pkt E napisałem również kasacja i to już jest błąd, gdyż powinno być SKARGA KASACYJNA.

Zdezorientowany sięgam po kodeks postępowania cywilnego, znajduję art. 398 i tam stoi jak byk skarga kasacyjna. Zgubiła mnie rutyna? Powszechnie mówi się na nadzwyczajny środek zaskarżenia kasacja, także przy skardze w postępowaniu sądowo-administracyjnym. Myślę, że wielu prawników złapałoby się w takie sidła. Od nich można jeszcze wymagać, ale żeby maturzysta wiedział i pamiętał takie niewiele znaczące pierdoły? Wystarczy, że wie, że kasacja/skarga kasacyjna to nie jest kolejna instancja, a środek nadzwyczajny. Wkurzyło mnie to pytanie, poleciało sporo bluzgów w trakcie sprawdzania. Zamiast 3 punktów jedynie 2.


Zadanie 17. Trzeba było przypisać przepis do odpowiedniego kodeksu, odpowiednio pracy, karnego i cywilnego. Raczej nie powinno nikomu sprawić problemów. 2 punkty i lekka poprawa humoru po poprzednim pytaniu :)

Zadanie 18. Przepisy dotyczące pewnej instytucji pomocy prawnej, dokonującej poświadczenia podpisów, dokumentów itp. Na ich podstawie trzeba było podać nazwę instytucji dokonującej wskazanych czynności. Według CKE prawidłową odpowiedzią jest "notariusz", co jak dla mnie jest błędem. Pytanie dotyczy instytucji, czyli powinno być "notariat". Podobnie zresztą jest np. na wikipedii: Notariat – instytucja pomocy prawnej, która ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa obrotu prawnego i jego zgodności z obowiązującym prawem. Takiej odpowiedzi udzieliłem i po odwołaniu dostaję 1 punkt.


Fragment odwołania od decyzji prezydenta miasta i przepisów dotyczących sposobu jego wnoszenia i organu właściwego do jego rozpatrzenia. Trzeba było rozstrzygnąć, czy zostało złożone właściwie (tak, gdyż zostało złożone za pośrednictwem organu wydającego decyzję) oraz czy zostało zaadresowane do właściwego organu (w tym przypadku nie, gdyż z przepisów wynika, że właściwym organem jest wojewoda). Zadanie wymaga interpretacji podanych przepisów prawa, poziom trudności średni jeżeli ktoś wcześniej czytał cokolwiek przepisów prawa.d 2 punkty dla mnie.


Kolejny raz analiza przepisów prawa (chociaż nie do końca), tym razem kodeksu postępowania karnego. 1 fałsz, 2 prawda, 3 prawda. 1 punkt. W pierwszym pytaniu trzeba było wiedzieć, że na etapie postępowania przygotowawczego nie występuje jeszcze oskarżony, z fragmentu podanych przepisów to nie wynika. Do odpowiedzi na pytania 2 i 3 trzeba znać rolę policji i prokuratora, która również z podanych przepisów nie wynika. Jak dla mnie ktoś chyba lekko przesadził z poziomem, chociaż najlepsze miało dopiero nadejść... 


Poprawna odpowiedź to C, 1 punkt, ale serio? Od maturzysty wymaga się wiedzy, że spółka z o.o. nabywa osobowość prawną z chwilą wpisu do rejestru? Chyba kogoś lekko po...kiełbasiło. Prawo handlowe jest na IV roku studiów i zalicza się do trudniejszych przedmiotów, nie bez powodu naucza się go po przerobieniu podstaw, prawa cywilnego i procedury cywilnej. Ponadto żeby wyeliminować pozostałe odpowiedzi trzeba wiedzieć chociażby co to jest osobowość prawna, zdolność do czynności prawnych, czym się charakteryzuje spółka osobowa, a czym kapitałowa. 


Czytanie ze zrozumieniem za 2 punkty, nikt nie powinien mieć z tym problemów.


Napisałem Powszechna Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela, czyli o "i Obywatela" za dużo. To nie Rewolucja Francuska i Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela, także 0 punktów.


Trzeba wpisać do tabelki nazwy państw przy pasującym roku wejścia do Unii Europejskiej i przyporządkować numer na mapie. Akurat dla mnie to proste zadanie, łatwe 2 punkty. Odpowiednio od góry: Austria 3, Węgry 4, Rumunia 8 i Chorwacja 5. O ile znajomość mapy Europy jest jak najbardziej pożądana, to lata wejścia do Unii to chyba lekkie przegięcie. Według mnie wystarczy wiedza, które państwa są jej członkami.


1. prawda, 2 prawda, 3 fałsz. 1 punkt. Dość proste, może tylko pytanie trzecie sprawiło części problemy, bo wielu utożsamia UE ze Strefą Schengen.


Kolejne proste pytanie, A-Komisja Europejska, B-5 lat, C- ..... eeeeeeeeee, wiem, zaraz sobie przypomnę... To zdjęcie z arkusza jakieś takie dziwne :)





To ten pijaczek z Luksemburga, który robił sobie jaja z papieża i Tuska :) Jak on się nazywał....






Nie słyszę? No bez jaj, żebym się miał wyłożyć na najprostszym pytaniu z całego zadania?


Czas minął! Ten pan nazywa się Jean Claude Juncker, zapisać i zapamiętać.







Zamiast 2 punktów będzie tylko 1, no cóż.


A- Grupa Wyszehradzka, B- Trójkąt Weimarski. Banał, 1 punkt dla mnie.


Zadanie podobne do tego z mapką europy, trzeba w tabelkę wpisać Afganistan i Syrię i przyporządkować odpowiedni numer. Jak ktoś jeździł trochę palcem po mapie świat nie powinien mieć problemu z tym zadaniem. 2 punkty to chyba za dużo jak na takie zadanie.


Coś bardzo prostego na sam koniec, poziom -1. Wpisuję 5 i 6 i dostaję 1 punkt.

Razem zebrałem 41/48 punktów, co daje wynik 85%.

Ostatnie Zadanie 30, za 12 punktów, polegało na napisaniu wypracowania na jeden z trzech podanych tematów.


Temat 1: Scharakteryzuj rodzaje podatków pośrednich, dochodowym i majątkowych w Polsce.
Temat 2: Czy typ systemu partyjnego jest determinowany przez system wyborczy stosowany w wyborach do pierwszych izb parlamentu? (dołączone dane z Niemiec i Anglii)
Temat 3: Scharakteryzuj konflikty międzynarodowe prowadzące do dezintegracji terytorialnej państw na obszarze poradzieckim. (dołączona mapka tego regionu)

Osobiście pisałbym na temat nr 2, zdecydowanie najbardziej przystępny, można podeprzeć się dołączonymi danymi. Temat 3 ze względu na dość aktualne wydarzenia na Ukrainie również nie jest zły. Temat 1 to jednak jakieś nieporozumienie na tym szczeblu edukacji, polecam zobaczyć klucz odpowiedzi i to, czego od maturzysty wymaga przy tym temacie CKE. Przykładowo odnośnie podatku akcyzowego i podatku od gier CKE wymaga następujących informacji:

podatek akcyzowy - od wyrobów akcyzowych: energetycznych, energii elektrycznej, napojów alkoholowych, wyrobów i suszy tytoniowych (stawki podane w złotych, np. za hektolitr, megawatogodzinę, 1000 sztuk, kilogram) oraz od samochodów osobowych (stawki podane w % w zależności od pojemności silnika), możliwość zerowej stawki akcyzy,




podatek od gier – opodatkowane podmioty prowadzące tego typu działalność, stawki w zależności od typu gier (od 10% do 50%) i zakładów (od 2,5% do 12%).

No i to by było na tyle. Jaki jest według Was ten egzamin, łatwy, czy trudny? 

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Na marginesie życia - Stanisław Grzesiuk

Warszawski bard Stanisław Grzesiuk przeżył piekło obozu koncentracyjnego w Gusen, jednak przypłacił to chorobą, która nie opuściła go już do końca życia. Gruźlica zebrała wyjątkowo wielkie żniwo wśród więźniów, gdyż byli niedożywieni, wyczerpani pracą, a przez to podatni na zakażenie i rozwój choroby. Gruźlica to choroba przenoszona drogą kropelkową, do zakażenia prątkami wystarczy przebywanie z chorym w jednym pomieszczeniu. Chorzy na tę chorobę byli izolowywani od reszty społeczeństwa nie tylko formalnymi nakazami administracyjnymi, ale przede wszystkim podejściem ludzi zdrowych, którzy kierowani strachem stopniowo się od nich odsuwali. Dla wielu od fizycznych cierpień właśnie ograniczenie i odrzucenie przez innych ludzi było najcięższe do zniesienia.

Grzesiuk w Na marginesie życia opisuje swoje liczne pobyty w sanatorium, skupiając się głównie na relacjach z innymi pacjentami i personelem. Przedstawia również ówczesne sposoby leczenia gruźlicy, które przed wynalezieniem skutecznych antybiotyków mrożą czasem krew w żyłach (robienie sztucznej odmy płuc, wycinanie żeber, nakłuwanie płuc igłą). Wspomina również swoje przerwy od leczenia sanatoryjnego, kiedy próbował normalnie żyć i pracować. Jego życie chorego nie było usłane różami, ale pomimo tego stara się podchodzić do wszystkiego na wesoło i z humorem. Nie zamierza się poddawać, skoro dał sobie wcześniej radę w niebezpiecznej dzielnicy, czy w obozie koncentracyjnym.

O ile jednak w ciemnej ulicy lub za drutem kolczastym przeciwnikiem cały czas jest człowiek (choćby nie wiem jak zdegenerowany), choroba to wróg o wiele trudniejszy do pokonania. Większość walki prowadzą lekarze, którzy również nie zawsze mogą pomóc. Pomimo pogody ducha, w Na marginesie życia czuć jednak pewien respekt przed chorobą, pewne pogodzenie z nieuniknionym losem. Gdybym tę książkę czytał przed Pięć lat kacetu to miałbym bardziej pesymistyczne wrażenia, jednak wiedząc jakie piekło przeżył Grzesiuk w czasie wojny, nawet te kilkanaście lat z chorobą wydaje się lepsze.

Na marginesie życia pozwala choć trochę poczuć to co myśli, jak się czuje człowiek chory, który nie może normalnie żyć. Pamiętajmy o wszystkich chorych, postarajmy się zrobić wszystko, aby zawsze czuli się jak najmniej wyobcowani. 



niedziela, 9 kwietnia 2017

Bieszczady w PRL-u - Krzysztof Potaczała

W tamtym roku byłem w Bieszczadach w miejscowości Jabłonka, która dla zwolenników dekomunizacji z pewnością powinna być solą w oku. W samym "centrum" osady stoi wielki pomnik generała Karola "Waltera" Świerczewskiego, którego część może kojarzyć ze starego, zielonego banknotu 50 złotych. Wprawdzie czasy świetności pomnik z pewnością ma za sobą, ale leżały pod nim kwiaty i znicze, ktoś musi więc się nim zajmować. Generał przez wiele lat był wykorzystywany w propagandzie PRL jako wzór polskiego patrioty, żołnierza i bohatera. Pisał o nim sam Ernest Hemingway w powieści "Komu bije dzwon", opierając na jego biografii postać generała Golza, jednego z dowódców międzynarodowej brygady walczącej w wojnie domowej w Hiszpanii po stronie wojsk republikańskich. Zginął w 1947 r. w potyczce z wojskami UPA.
 

Dzisiaj można napisać zgodnie z prawdą, że Walter był radzieckim agentem NKWD, który realizował przede wszystkim rozkazy Stalina. Przy tym w czasie II Wojny Światowej był miernym, niekompetentnym dowódcą, który po pijanemu wydawał rozkazy, przez które masowo ginęli jego żołnierze. Dlaczego więc taki pomnik takiego człowieka dalej stoi dumnie w sercu Bieszczad? Na to pytanie próbował odpowiedzieć mi sprzedawca pamiątek, którego spotkałem w Jabłonce. Był kwiecień albo maj, turystów praktycznie nie było, więc pan mógł poświęcić mi parę chwil. Dowiedziałem się dzięki temu paru ciekawych rzeczy na temat historii tych ziemi.
 
Domki, w których się zatrzymaliśmy w Jabłonce
Pierwszym powodem ciągłej popularności Waltera w Jabłonce jest rozpoznawalność. Generał był jaki był, ale nikt nie zaprzeczy, ze zapisał się (mniej lub bardziej pozytywnie) w polskiej historii. Czy ktokolwiek kojarzyłby Jabłonkę gdyby nie to, że zginął tam Świerczewski? Czy w Jabłonce jest jakakolwiek atrakcja poza wielkim pomnikiem? Raczej nie, dzięki postaci Waltera ludzie mogą często w ogóle zlokalizować Jabłonkę na mapie. Druga sprawa to walki z partyzantką w UPA. Przy wszystkich negatywnych rzeczach jakie można powiedzieć o generale, zginął w walce z wrogiem, który terroryzował okolicę, zabijał ludzi, palił wsie. W takiej sytuacji nawet diabeł może zostać bohaterem jeżeli pomoże w walce z jeszcze gorszym czartem. Po trzecie w grę wchodzi zwykły sentyment. Starsi ludzie pamiętają czasy młodości, kiedy coś się działo i nie chcą teraz niszczyć tego w imię jakichś górnolotnych idei.

Solina przed zalaniem
Tak jak nietypowe może być postrzeganie w tamtych stronach generała Świerczewskiego, tak niezwykła i ciekawa jest historia Bieszczad po II Wojnie Światowej. Chociaż ten region od zawsze był uważany za trochę dziki, tak po 1945 r. faktycznie stał się "polskim dzikim zachodem". W ramach Akcji Wisła wysiedlono stąd wielu autochtonów - Ukraińców i Łemków, na ich miejsce sprowadzając ludzi z całej Polski. Jak pokazała historia "Ziemi Odzyskanych" nie jest łatwo zintegrować nowych mieszkańców w miejscu, gdzie od wielu lat istniała inna kultura. Na początku zawsze jest chaos i zniszczenie, dopiero po jakimś czasie pojawia się akceptacja dla odmienności i budowanie lepszej przyszłości.
 
Solina dzisiaj
Powiedzenie "a może by tak wszystko rzucić i wyjechać w Bieszczady" nie wzięło się z przypadku. Region przez wiele lat był całkowicie dziki i opuszczony, w wielu miejscach cywilizacja dotarła bardzo późno. Niewątpliwie więc jest to dobre miejsce dla ludzi, którzy chcą uciec od zgiełku miasta i presji życia. Ponadto do zagospodarowania Bieszczad władze PRL ściągały wielu ludzi z całego kraju. Nieważne kim kto był, wyrzutkiem, robotnikiem, inteligentem, każda para rąk była potrzebna do pracy. Jeżeli ktoś chciał zarobić trochę pieniędzy, a przy okazji zacząć wszystko od nowa, Bieszczady witały takiego człowieka z otwartymi ramionami.

Wiele ciekawych historii takich ludzi "pionierów" opowiada książka Bieszczady w PRL-u. Kupiłem ją od tego sprzedawcy, gdyż chciałem mieć jakąś pamiątkę po pobycie w Jabłonce. Parę miesięcy przeleżała na półce, ale w końcu się do niej zabrałem. Książka zawiera m. in. historię Soliny przez zalaniem wsi i utworzeniem zapory wodnej, budowę i funkcjonowanie rządowych ośrodków wypoczynkowych, gdzie na polowania na jelenie, żubry i niedźwiedzie przyjeżdżali przywódcy z całego świata (Josip Broz Tito, Leonid Brezniew, książe Iranu), niszczenie cerkwi, cmentarzy greko-katolickich, zmienianie nazw miejscowości na "polskie". Ciekawy był również rozdział o pułkowniku Kazimierzu Doskoczyńskim, zarządcy miejscowych ośrodków wypoczynkowych, którego historia pokazuje, ze w komunizmie wszyscy są równi, ale niektórzy są równiejsi.

To była ciekawa lektura, więc tym bardziej cieszy mnie, że istnieje jeszcze część II i III. Zakupię je przy okazji kolejnej wizyty w Bieszczadach.

Zdjęcia:
1. jerzytaton.pl
2. domkijablonki.infoturystyka.pl
3. veturo.pl
4. naszebieszczady.com
5. empik.com
 


wtorek, 4 kwietnia 2017

Paweł Zarzeczny - One Man Show

Niektórzy ludzie zdobywają uznanie już za życia, inni czekają na docenienie dopiero po śmierci. Paweł Zarzeczny był znaną postacią w świecie dziennikarstwa sportowego, ale wydaje mi się, że nie do końca docenioną i nie do końca spełnioną. Wyróżniała go ponadprzeciętna inteligencja, bezkompromisowość w prezentowaniu ciekawych i często kontrowersyjnych opinii. Był niesamowicie oczytany, przeżył wiele i potrafił to wszystko ciekawie sprzedać czytelnikom w swoich artykułach. Najczęściej pisywał o sporcie, ale potrafił napisać na prawie każdy temat. Czasami oczywiście lekko koloryzował, przejaskrawiał pewne rzeczy, ale dzięki temu nigdy nie było nudno. Publikował w Piłce Nożnej, Przeglądzie Sportowym, Dzienniku, Super Ekspresie i pewnie jeszcze w wielu innych gazetach. Ostatnio miał swoją rubrykę na weszlo.com, gdzie nagrywał na youtube również audycję One Man Show. Chociaż powyższe CV robi wrażenie, niekoniecznie rekruter spojrzałby na nie łaskawym okiem. Tak jak pracował w wielu redakcjach, tak szybko był z nich również wyrzucany. Przeszkodą był jego charakter, zachowanie, nałogi i tym podobne rzeczy. Przez to w ostatnich latach był jednak trochę na uboczu, a karierę robili ludzie mniej uzdolnieni, piszący nic nieznaczące banały. Nie przeszkadzało mu to do samego końca pisać ciekawe teksty, które czytałem i audycje, które oglądałem. Teraz po śmierci, kwestie relacji międzyludzkich odchodzą w niepamięć, a pozostaje morze genialnych tekstów, przez pryzmat których Zarzeczny powinien być oceniany. Z takich bardziej charakterystycznych tekstów/wypowiedzi, to bardzo zapadły mi w pamięć poniższe:


Wiosna 2011 r. - Adam Małysz kończy karierę. Włodzimierz Szaranowicz płacze na wizji, gazety wznoszą peany na cześć Orła z Wisły, gdyby były akurat wybory prezydenckie z pewnością mógłby liczyć na wiele głosów. W takich okolicznościach Zarzeczny pisze w felietonie dla Polski The Times, że Małysz był co najwyżej... przeciętny. Nie zdobył w końcu olimpijskiego złota, nie ma wielu rekordów skoczni, ani rekordu w długości skoków. Tekst pomimo dość prowokującej tezy był w istocie pochwałą samego Małysza jako człowieka skromnego, który osiągnął wielkie rzeczy i powinien być wzorem dla wszystkich Polaków. Takiego jednak "opluwania" mistrza wielu nie mogło znieść i pod tekstem pojawiło się wiele komentarzy obrażających autora. Przy okazji zobaczcie ile minusów znajduje się pod poniższym filmem, który także "obraża" Małysza :)


Podobnie było w 2001 r. po awansie Polaków na mistrzostwa świata w Korei i Japonii po 16 latach przerwy. Wszędzie euforia, Jerzy Engel triumfuje swoim futbolem "na tak", polscy piłkarze w końcu zyskują wizerunek gwiazd, a nie wiecznych nieudaczników. I wtedy Zarzeczny inspirując się Pulp Fiction pisze: "Panowie, to jeszcze nie czas na lizanie się po fiutach. Narazie osiągnęliśmy tyle samo co Senegal, liczą się zwycięscy, a nie uczestnicy". Miałem wówczas 13 lat, byłem na wygranym meczu z Norwegią decydującym o awansie, a ten człowiek w moim odczuciu niszczył pozytywną atmosferę wokół reprezentacji. Kompromitacja reprezentacji na mundialu pozwoliła mi jednak później (na szczęście) inaczej spojrzeć na tamte słowa, a tym bardziej docenić bardziej Zarzecznego, który napisał niepopularną i mądrą opinię w tym całym zalewie euforii.


No i na koniec perełka, po wygranym meczu Polska-Niemcy Zarzeczny płacze na wizji ze wzruszenia. - Lepszego prezentu na 25-lecie wolnej Polski nie mogliśmy sobie wymarzyć.

Tak charakterystycznych dziennikarzy nie ma w Polsce zbyt wiele, dlatego warto doceniać ich dopóki chodzą po tym świecie. Nie załapałem się już na Janusza Atlasa, cieszę się, że mogłem zapoznać się z tekstami Pawła Zarzecznego.


Najczęstszy komentarz na weszlo.com w poniedziałkowe przedpołudnie, gdy Zarzeczny jeszcze nie opublikował swojego felietonu. Może i chamskie, ale zarezerwowane tylko dla najlepszych.
 

sobota, 18 marca 2017

Rzeźnia numer pięć - Kurt Vonnegut

Czy da się wymieszać antywojenne przesłanie, tragizm, humor i groteskę w jednym dziele? Albo wymieszać realia z II Wojny Światowej z science-fiction? Oczywiście, że jest to możliwe, pod warunkiem, że weźmie się za to Kurt Vonnegut. Nie znałem wcześniej żadnej jego powieści, ale jego autora owszem. Czytałem z nim kiedyś wywiad w Dużym Formacie i zrobił na mnie dobre wrażenie. Dodatkowo wszelkie jego powieści są wysoko we wszelakich rankingach na najważniejsze książki XX wieku. Pomyślałem więc, że zobaczymy jak to jest z jego twórczością. Pisarz genialny, czy przereklamowany? Na pierwszy ogień poszła Rzeźnia numer pięć.

Zaintrygował mnie opis fabuły, który brzmiał mniej więcej: "Główny bohater dostaje się do niewoli niemieckiej w czasie II WŚ i przeżywa bombardowanie Drezna, w którym ginie ponad 100 tys. ludzi.". Dodajmy jeszcze, że książka jest przedstawiana jako "antywojenna", mamy piękny przykład braku oryginalności i pacyfistycznego biadolenia. Wszystko to jednak okazało się nieprawdą. Drezna i całego bombardowania mamy tyle co kot napłakał, a antywojenność nie polega na prezentowaniu śmierci, okrucieństwa i tragedii. Autor nie pozostawia złudzeń, że wojny były, są i będą, a najbardziej będą cierpieć w nich niewinni. Dlatego nie ma co przywiązywać się łańcuchami w ramach protestów, ale też nie powinno się doszukiwać w wojnie jakiejś sprawiedliwości, czy męskiej przygody.
Po prostu:

"Zdarza się."

Najbardziej znany i najczęściej pojawiający się cytat z Rzeźni numer pięć. Zdarzają się narodziny, wypadki, śmierć, okrucieństwa na wojnie. Cóż pozostaje człowiekowi, który tego wszystkiego doświadczy i chce żyć we względnym ładzie psychicznym? Niewątpliwie przydatne okazuje się nabranie do tego odpowiedniego dystansu. Coś się dzieje, coś się kończy, coś się zaczyna. Teoria pochodząca od kosmitów Tralfamadorian, których wprowadzenie do fabuły pozwala spojrzeć na sprawę z innej perspektywy. Książka ma bohatera, Billy Pilgrima, który ma zdolność skakania sobie po różnych etapach swojego życia. Tworzy to zupełnie nowe możliwości przy prowadzeniu akcji i niewątpliwie jest zgodne z teorią Tralfamadorian o nielinearnej ciągłości czasu. Niezwykle ciekawe jest czytać jak bohater na jednej stronie znajduje się w obozie koncentracyjnym w Dachau w 1944, a stronę dalej leży we własnym łóżku w 1957.

W książce znajdzie się dużo czarnego humoru, na co pozwala też konwencja narzucona teorią kosmitów. Tym samym o tragicznych wydarzeniach autor opowiada nadzwyczaj lekko i z dystansem. Nie każdemu to musi odpowiadać, ale Vonnegut jako uczestnik wydarzeń II WŚ, miał pełne prawo odnieść się do przeżytych wydarzeń tak jak chciał.

Ostatecznie Rzeźnia numer pięć zrobiła na mnie całkiem dobre wrażenie. Może nie zacznę od razu wychwalać Vonneguta pod niebiosa, ale zaczynam powoli rozumieć co jego książki robią na tych wszystkich listach wszech czasów. Wystarczy, aby zabrać się kiedyś za jego kolejne pozycje.